Marsel

Ścieżki kręte, jak zawsze. Jest dobrze…

Caramel, czyli trochę słaby film o libańskich kobietach

Tak, czasami lubię obejrzeć film o kobietach, ich życiu i sytuacjach, które dla mnie (z racji bycia facetem) raczej nie są dostępne do poznania. I choć potężnie zawiodłem się na filmie Diane English, to jednak do “Caramel” podchodziłem z wielkimi nadziejami. I mimo, że czasami film pozwolił mi się uśmiechnąć lub nad czymś nieco głębiej zastanowić – całość wydała mi się historią zbyt luźną i za bardzo wbitą w monotonną rzeczywistość libańskich kobiet.

caramel

Pięć kobiet w państwie, o którym wcześniej nie potrafiłbym za wiele powiedzieć. O kraju, który kojarzył mi się z gorącem, szeroko rozumianymi restrykcjami społecznymi i drużyną piłkarską, której nigdy nie było na żadnych Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej. I to z pewnością duży plus “Karmelu” – że pokazuje codzienność jakiegoś miejsca, gdzieś w Libanie (prawdopodobnie przedmieścia Bejrutu) i pokazuje nam ludzi, ich życie i warunki, w których przedzierają się z własnymi pragnieniami dosięgnięcia szczęścia.

Pięć kobiet, z których każda na swój sposób próbuje ułożyć sobie życie. A przyszło im żyć w trudnej przestrzeni ortodoksyjnych nakazów i zakazów. I jeden salon piękności, w którym karmel jest używany do bolesnej depilacji. To, co w pierwszej chwili może się kojarzyć z czymś przesadnie słodkim – dla tych kobiet kojarzy się z bolesnym zabiegiem, dzięki któremu poczują się piękniejsze. I chyba takie właśnie jest przesłanie reżyserki – z jednej strony “słodkie” szczęście, do którego dążą bohaterki – a z drugiej bolesne wydarzenia, które usilnie chcą odebrać im możliwość cieszenia się z życia.

Zaskakują sceny, które dla nas mogą być nierealne. Scena, w której mężczyzna i kobieta (siedzący nocą w samocho0dzie) są legitymowani i muszą potwierdzić, że są narzeczeństwem, bo inaczej  “to nieprzyzwoite”. Kobieta, która próbuje wynająć pokój w hotelu, żeby zorganizować przyjęcie urodzinowe dla swojego zamężnego kochanka. Udaje jej się to dopiero w burdelowatym motelu, bo wszędzie wymagane jest od niej potwierdzenie, że jest mężatką. Czy też inna kobieta, która przed ślubem (i podszywając się pod Francuzkę) chce dokonać operacyjnego zabiegu, żeby jej przyszły mąż nie zauważył, że nie jest już dziewicą. Ten ostatni wątek przypomniał mi nieco dziennikarską i feministyczna prozę Eve Ensler (ciekawe “Dobre ciało“).

caramel2

I choć scena, kiedy Nadine Labaki doszczętnie sprząta burdelowy pokój w motelu i czeka cały dzień na swojego zamężnego kochanka, który się nie pojawia – porusza, sam film nie oceniam dobrze. Mimo sporych oczekiwań – okazuje się słabszy, z zakończeniem, które może miało być bardzo wymowne, ale praktycznie urwało tą opowieść z niejasną pointą.

A może to po prostu ta różnica kulturowa, która w tym przypadku nie sprawdza się dla europejskiego widza. Tego, który jednak został przyzwyczajony do czegoś konkretnego na samym końcu. Do zakończenia, które coś w nim zostawia, a nie które ucieka w kilku krótkich ujęciach…

weeding

Do obejrzenia. Bez większych oczekiwań na rewelacyjny film.


Tagged as , , , , + Categorized as Kinematograf, Raczej strata czasu


Allegro - największe aukcje internetowe, najniższe ceny! Kup i sprzedaj!


Zostaw komentarz

Formatowanie tekstu XHTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>