Man from Earth…
Jeśli chcesz zobaczyć w miarę ciekawy, niskobudżetowy film – twój wybór może paść na “Man from Earth“. Dlaczego? Bo mimo wizualnej i aktorskiej oszczędności film ma koncept, który na jakimś poziomie się sprawdził. Można obejrzeć. Można się zaciekawić.

Od strony technicznej film może zniechęcić. Cała akcja dzieje się w jednym miejscu, a większość dialogów odbywa się w jednym pomieszczeniu. Co może zainteresować? Pomysł na film, który potrafi zainteresować. Chociaż nie potrafi uchronić się przed momentami nużącymi.
Na przeciw kilku naukowców staje ten, który rezygnuje i chce totalnie zerwać z poprzednim życiem. Podczas jego pakowania się stają się oni świadkami absurdalnej opowieści o tym, że wyprowadzający się John Oldman jest… jaskiniowcem sprzed 14000 lat. Z pewnością to zdanie brzmi bardziej absurdalnie od tego, co udało się osiągnąć w filmie. John opowiada o różnych wydarzeniach ze swojej przeszłości, zahaczając o kwestie mniej i bardziej kontrowersyjne. Co jednak najbardziej podobało mi się w tym filmie – jego opowieść wywołuje reakcję i dyskusję.
Oszczędny w obrazie i obsadzie film staje się polem do ciekawej dyskusji między naukowcami, którzy zaczynają wierzyć w niezwykłe i proste zarazem wyjaśnienie różnych faktów. Bazujący na analizie i sprawdzonych metodach poznawczych – są bliscy uwierzenia w opowieść, którą wcześniej uznaliby za kompletnie absurdalną.
I tak sobie myślę, że nie jest istotne to, w których momentach “Man of Earth” obnaża się słabością filmów z niskim nakładem finansowym. Ważne jest to, że uderza w naturalną potrzebę człowieka “wiedzieć na pewno”. Tą, która potrafi zaraz pokazać swoje przeciwne spojrzenie – wiary, zaufania i przyjmowania tez bez jakiejkolwiek analizy.
Myślę też, że pominę wątek biblijny, który dla jednych może wydawać się bluźnierstwem, a dla innych – relatywizmem postrzegania rzeczywistości oraz tym, jak tworzą się mity i wierzenia. Jest to jednak wątek ciekawy, w którym reżyser stara się przemycić bardzo prostą myśl – na ile jesteśmy pewni, co tak naprawdę jest dla nas niepodważalne oraz jak łatwo potrafimy się zagubić w dogmatach, które przyjęliśmy za pewnik?
Mimo słabej (moim zdaniem) końcówki – film warto zobaczyć. Chociażby dlatego, że jest ciekawą próbą nakręcenia czegoś bez angażowania efektów specjalnych, Keanu Reevesa czy też znanych z kilku filmów rocznie – twarzy Hollywood. I (jak na sporą “oszczędność”} stara się stworzyć atmosferę, która czasami potrafi porządnie przykuć uwagę. Być może dlatego obejrzenie kilku scen zniechęciło mnie przed obejrzeniem całości, a jednocześnie zaskoczyły mnie dobre noty na Filmwebie. Skusiłem się i nie żałuję. Chociaż to film jednorazowego użytku.
I może na koniec zacytuję erwu z Filmweba: “Myślę, że tu nie chodzi o jakiś manifest, próbę narzucenia jakichś przekonań, co niechętni sceptycy nazwą “totalnymi bzdurami”. Film jest dyskusją spod ponadczasowego znaku zapytania “co gdyby?”. I od tej strony to szalenie ciekawy film. ”
Zgadzam się. I polecam. Do jednorazowego użytku.
Tagged as 2007, Man from earth, Tony Todd + Categorized as Kinematograf, Polecam
