Wywiad z samą sobą Oriany Fallaci
Powiedzieć o niej, że jest rasistką to podwójne kłamstwo. Po pierwsze dlatego, że Oriana już “nie jest” – od kilku lat nie żyje. Po drugie - jej krytyka Islamu nie wynikała z przyczyn narodowościowych, ale z lęku przed nadejściem kolejnej (po II Wojnie Światowej) katastrofy w Europie. Mówić o niej źle mogą tylko Ci, których Oriana demaskowała w swojej pracy dziennikarskiej. I o których pisała w sposób kontrowersyjny, ale i jednocześnie tak ciekawy, że głosu Oriany warto posłuchać. Nawet, jeśli się w czymś z nią kompletnie nie zgadzamy.

Oriana Fallaci (1929-2006) przeprowadziła wiele głośnych wywiadów z wieloma ważnymi postaciami współczesnego świata. Wśród nich można wymienić takie persony, jak Henry Kissinger, ajatollah Chomeini, Ariel Szaron, Lech Wałęsa, Jaser Arafat, Indira Gandhi czy Haile Selassie. Napisała także sporo esejów i kilka książek. Jedną z nich jest właśnie wywiad Oriany Fallaci ze samą sobą (2005).

Rak zjadający Europę
Fallaci dużo miejsca poświęca dialogowi między Europą i Azją. I trzeba przyznać, że to najciekawszy wątek “Wywiadu”. Jej zdaniem ten dialog się nie udał, a napływający ze Wschodu emigranci z agresją odnoszą się do europejskich wartości. Nie mniej istotna jest wojna, którą Azja toczy z resztą świata i która w dużym stopniu dotyka również Europę.
Płakałam, kiedy okrutnicy, których szczwane lisy nazywają „partyzantami” albo „członkami ruchu oporu”, poderżnęli gardło pacyfiście Nickowi Bergowi. I kiedy Nick Berg ryczał jak wół w ubojni, a oni urżnęli mu głowę nożem do uboju halal, urwali mu ją razem z rdzeniem kręgowym, a potem pokazali przed kamerą, ogromnie zadowoleni. Płakałam, kiedy zrobili to samo amerykańskiemu inżynierowi Paulowi Johnsonowi, a później sfotografowali go z odciętą i położoną na brzuchu głową. Płakałam, kiedy powtórzyli tę nikczemność z obywatelem Korei Południowej, Kimem Sunem, który błagał, aby go nie zabijali. Płakałam tak samo, jak płakałam wcześniej, gdy obcięli głowę Danielowi Pearlowi, mojemu koledze z „Wall Street Journal”. Płakałam, jak ja płakałam, kiedy zamordowali Fabrizia Quattrocchiego ginącego ze słowami „Teraz ci pokażę, jak umiera Włoch”.

Orianę boli, że Europa pobłaża swoim dręczycielom. Że nie potrafi surowo i konsekwentnie osądzić tych, którzy odcinają głowy “wrogom Islamu”.
Dzieci, które przez dwa dni i dwie noce musiały wpatrywać się z rozpaczą w materiały wybuchowe i wymierzone w nie kałasznikowy. Które przeżyły, w straszliwym upale, głodne i spragnione, bo piły własny mocz. Które uciekając boso i nago z na wpół zawalonej sali gimnastycznej, przypominały ptaki zrywające się z drzewa zaatakowanego przez stado sępów. A kiedy uciekały, brodate sępy strzelały im w plecy, jakby to było polowanie na zięby. (Starsze dziewczęta zabito w którymś z ustępów, po tym jak zostały, jedna po drugiej, zgwałcone. Przez te bestie, których imamowie z takim zapałem bredzą o etyce, dziewiczej skromności i męstwie.)
Widzi w tym obojętność, która przypomina jej totalitaryzm. Jej obawy wiążą się z biernością, z jaką Europa znosi kolejne uderzenia w milczeniu. Czytając o tym przypomniałem sobie o Piotrze Stańczaku, na którym 7 lutego 2009 pakistańska organizacja terrorystyczna Tehrik-e-Taliban wykonała egzekucję.

Co wtedy działo się w polskich mediach i w polskiej polityce? Zastanawiano się nad tym, czy rząd zrobił wszystko, co mógł zrobić w tej sytuacji. Oskarżano polskich polityków, że są współodpowiedzialni za śmierć Polaka, który nie otrzymał wystarczającej pomocy. A talibowie z Tehrik-e-Taliban? Nie słyszałem, aby którykolwiek został złapany. Nie słyszałem również, żeby którykolwiek z członków tej terrorystycznej organizacji poniósł jakiekolwiek konsekwencje. A już przed egzekucją Piotra Tehrik-e-Taliban przyznała się do porwania. Fallaci boli taka obojętność, która przypomina jest stan rzeczy sprzed II Wojny Światowej. Ignorancję, lęk i brak reakcji na zło, które rośnie w siłę.
We Włoszech Czarne Koszule brały się do bicia, wprowadzały dyktaturę, a Europa siedziała cicho. W Niemczech Brunatne Koszule i SS czyniły to samo, a Europa siedziała cicho. W Rzymie Mussolini jazgotał swoje idiotyzmy i swoje groźby przeciwko plutokratycznym-demokracjom, a Europa siedziała cicho. W Berlinie Hitler tworzył Trybunały Specjalne, uchwalał ustawy rasowe,zakładał obozy w Dachau i Auschwitz, realizował swoje ekspansjonistyczne marzenia, wyciągając rękę po Polskę, a Europa siedziała cicho. (…) Milczał także Pius XII ze swoimi monarszymi pozami. (…) „Ileż jeszcze oleju rycynowego będziemy musieli przełknąć, zanim zdamy sobie sprawę, że Eurabia, czyli Unia Europejska, to Europa z roku 1938?”. Och, chociaż byłam wtedy zaledwie dziewięcioletnią dziewczynką, pamiętam dobrze rok 1938. Pamiętam dobrze pewien wieczór pod koniec września, kiedy tata wrócił zadyszany do domu. „Ten niespełna rozumu Chamberlain i ten zdrajca Daladier sprzedali Kraj Sudecki Hitlerowi!” A kiedy zapytałam go, kim są mieszkańcy tego Kraju Sudeckiego, odparł: „Narodem, który właśnie kończy tak, jak niebawem skończymy my“.

Media unikają mówienia o problemie islamskiego terroryzmu. Ale nie tylko one. Fallaci dużo zarzuca też Kościołowi, który nie potrafił i nadal nie potrafi nazwać po imieniu tego, co spotkało setki zamordowanych Europejczyków.
Wobec Zachodu Papież był i jest winny zbyt wielu błędów. Przede wszystkim nie wypowiedział nigdy ani jednego słowa przeciwko naszym nieprzyjaciołom. Nie wskazał w sposób jasny i jednoznaczny ich niegodziwości. Nie potępił nawet tych, którzy podrzynają nam gardła i obcinają głowy. Nie potępił nawet tych, którzy usuwają krzyże ze szkół albo je wyrzucają przez okna szpitali. Jednym słowem, nie broni nas, i w imię ekumenizmu, w imię Jednego Boga naśladuje odrażające milczenie ONZ. A jednocześnie głosi hasło gościny bez granic, czyli ułatwia im ekspansjonizm, kolonializm, rasizm. Ten rasizm, którego nikt nie ośmiela się nazwać właściwymi słowami. Jeśli dzisiejsza Europa to Eurabia, jeśli strażą przednią Eurabii są Włochy, zawdzięczamy to także Wojtyle.
Wiem, jak bardzo takie stwierdzenie może się wydać kontrowersyjne w Polsce – kraju, który polskiemu Papieżowi postawił dziesiątki pomników i który domagał się jego natychmiastowej beatyfikacji. Ale Fallaci nie jest przeciwnikiem Jana Pawła II. Ona po prostu zwraca uwagę na poważny problem obojętności i milczenia który sprawił, że zagrożenie ze strony talibów staje się coraz większe.

A jednak wiem, że wiele rzeczy ceni Pani w Wojtyle.
Tak, cenię jego wielki wkład w upadek Związku Radzieckiego. Cenię jego upór, upór, w którym trwa nawet wtedy, gdy błądzi. Cenię fakt, że mimo swojego wieku, a konkretnie mimo swojego fatalnego stanu zdrowia, rzuca się w wir pracy z taką zaciekłością. Na przykład pisze. Pisanie to zajęcie bardzo uciążliwe, także fizycznie. Zajęcie, które wyczerpuje, wyniszcza. Jest trudne nawet dla mnie, młodszej i reagującej na chorobę tak, jak to Pani opisałam wcześniej, a wyobraźmy sobie jego, osiemdziesięcioczterolatka, z chorobą, która trzęsie nim jak liściem na wietrze… Choć można by pomyśleć, że jego pokazywanie się nieprzebranym tłumom zdradza niejaką tęsknotę za władzą doczesną, doceniam także fakt, że nie przestaje podróżować. Naprawdę bardzo się wzruszyłam, kiedy w Lourdes był bliski utraty przytomności i słabym głosem poprosił o szklankę wody. Poczułam, że jest mi drogi jakby był moim bratem, i sama zapragnęłam podać mu tę szklankę wody.
Fallaci ma również żal do Clintona, który według niej mógł powstrzymać Bin Ladena przed atakiem na World Trade Center.
Na Boga, Clinton świetnie wiedział, kim jest bin Laden. Świetnie wiedział, że za rzeziami w Nairobi i w Dar es-Salam stał bin Laden. Świetnie wiedział, że jeśli się go nie powstrzyma, to dojdzie do wojny. A w tamtych czasach bin Laden nie ukrywał się po zapadłych dziurach. Podróżował z kraju do kraju, był łatwym celem. A jednak Clinton go nie powstrzymał. Poza kilkoma głupimi i zbytecznymi atakami z powietrza, czyli dwoma czy trzema rakietami, które wystrzelił w błędnie wybrane obiekty (między innymi w fabrykę wyrobów farmaceutycznych należącą do pewnego zacnego człowieka, który wytoczył mu sprawę za poniesione straty), nie kiwnął nawet palcem. Dalej tracił czas, folgując sobie cieleśnie, a bin Laden, przez nikogo nie niepokojony, poszedł swoją drogą. Pod tym czerwonym nochalem przygotował mu Jedenasty Września.

Oriana Fallaci nigdy nie przeprowadziła wywiadu z Bin Ladenem. W książce zadaje sobie jednak pytanie: “O co by go Pani zapytała, gdyby zgodził się na wywiad?”
Zaczęłabym od pytania o jego dzieciństwo i młodość. (…) Jestem absolutnie przekonana, że tu kryje się klucz do postaci bin Ladena: w dzieciństwie i młodości. Na tym pierwszym etapie życia musiało wydarzyć się coś, co podsyciło jego dumę i megalomanię. Ponieważ nie wierzę, że sprawiła to religia, wiara w Allacha. Jest na to zbyt inteligentny. Podejrzewam, że prawdziwym bodźcem była jego potrzeba wybicia się, osobistego awansu. (…) A potem zapytałabym go o czasy, gdy ubierał się jak Europejczyk, w marynarkę i krawat, i koszule kupowane na Bond Street, i gdy chodził do nocnych klubów. Pił whisky i piwo, zadawał się z pięknymi dziewczętami. Wreszcie zapytałabym go o jego prywatny samolot, nieprzyzwoicie luksusowy odrzutowiec, na nie wiem ilu pasażerów, którego używał, aby latać z Londynu do Sudanu, kiedy założył już Al-Kaidę. Ale czy wie Pani, że chyba spotkałam raz bin Ladena?
Kiedy? Gdzie?
W latach osiemdziesiątych, w Bejrucie. Kiedy w Bejrucie Arafat panoszył się w Zachodniej Strefie, a Izraelczycy strzelali do niego ze Strefy Wschodniej.
Włochy i Silvio Berlusconi
W ostatnim czasie coraz bardziej poznaję Włochy. Dzięki Gomorze wiem, jak może wyglądać południe Włoch. Dzięki Orianie Fallaci – jak wygląda włoski świat polityki. Włochy to kraj przemęczony rządami lewicy, który tylko z tego powodu dopuścił do władzy Silvio Berlusconiego.

Berlusconi jest (…) więźniem samego ciebie. Swoich błędów, swoich wad. Największą jego wadą jest zasmucający brak pokory. Największym błędem niezrozumienie, że Włosi wybrali go z desperacji, a nie z przekonania. Czyli dlatego, że nie byli już w stanie znosić nieudolności i bezczelności Lewicy, jej żenujących Prodich, jej nadętych D’Alemów, jej sigrid-hunkistów od siedmiu boleści. A jednak w roku 1994 Berlusconi to wyczuł. Świetnie pamiętam, jak zareagował w telewizji na informację, że wygrał wybory. Wydawał się zdumiony, nie dowierzał. Zdawało się, że mówi sobie: „Do licha, czy to zdarzyło się właśnie mnie?!?“.
I tak właśnie do władzy doszedł Berlusconi – człowiek, który rzuca się w oczy, potrafi zachować nieprzewidywalnie i który bardzo lubi pozować do zdjęć ze znanymi ludźmi. Człowiek, który potrafi zwolnić niewygodnego sobie doradcę i zająć jego miejsce – niezależnie od tego, czy chodzi o posadę Ministra Finansów czy Ministra Środowiska.

(…) dla niego władza to rezydowanie na tronie. Nie na tronie autorytetu politycznego. Za bardzo się ekscytuje, kiedy stoi obok Busha albo Putina. (…) Jego uśmiech rozszerza się wtedy od ucha do ucha, a właściwie aż po kark. On zaś cały rozpromienia, pewnie kiedyś się zapomni o swojej pysze i wyrwie mu się: “Patrz , z kim stoję!“.
Wcześniej przytoczyłem cytat z książki Oriany: “Jeśli dzisiejsza Europa to Eurabia, jeśli strażą przednią Eurabii są Włochy, zawdzięczamy to także Wojtyle.” To zdanie wymaga dodatkowego komentarza, aby w pełni zrozumieć to, co miała na myśli Fallaci.
W 2007 roku we Włoszech znajdowało się ponad 1 milion muzułmanów (ludność Włoch to ponad 59 mln). Wszystko za sprawą nieszczelnych granic, które są ziemią obiecaną dla emigrantów z Afganistanu, Iranu czy Iraku. Czy potrafisz wyobrazić sobie Polskę, którą zamieszkiwałby milion muzułmanów? Polskę chaotycznie rządzoną przez polityka pokroju Silvio Berlusconiego? Polskę, w której muzułmanie agresywnie odnoszą się do zastanych wartości i narzucają swoje przekonania (to jeden z zarzutów Oriany wobec Unii Europejskiej – otwartość na multikulturowość, która obróciła się przeciwko niej).
A z drugiej strony doniesienia o kolejnej egzekucji Europejczyka na Dalekim Wschodzie. W takiej przestrzeni żyła Fallaci i ci, którzy tego kontekstu nie rozumieją – zarzucają jej rasizm. W Polsce zarzucają jej to głównie środowiska lewicy antykapitalistycznej.
Nie ma alternatywy dla demokracji. Gdy się ją odrzuci, jeśli ona zamrze, wolność pójdzie z dymem, a my co najwyżej trafimy do gułagu, do lagru, czy też do masowego grobu. Krótko mówiąc, pójdziemy za kraty albo do piachu. Jednak choć zapychamy sobie usta słowem „Demokracja”, dobrze wiemy, że jest ona jak dziurawy okręt. Dobrze wiemy, że stanowi system rozpaczliwie niedoskonały i pod pewnymi względami oszukańczy. (…) Bieda w tym, że demokracja pomaga głupim i pysznym zaprzeczać tej prawdzie, owej oczywistości. Pomaga im poprzez wybory, w których głosy się liczy, a nie waży, czyli zawierza się ilości, nie jakości. Pomaga im swoją retoryką, demagogią i populizmem. W rezultacie każdy nicpoń albo niedołęga może kandydować i zostać wybranym. Może nawet zwyciężyć ogromną przewagą głosów.
W Polsce Orianę Fallaci poparli m.in. ksiądz Adam Boniecki, Kamil Durczok, Władysław Frasyniuk, profesor Bronisław Geremek, Katarzyna Kolenda-Zaleska, Tadeusz Mazowiecki, Adam Michnik, profesor Jan Miodek, Piotr Najsztub, Monika Olejnik, Janusz Onyszkiewicz, Jerzy Pilch, Justyna Pochanke i profesor Adam Rotfeld.
Rak zjadający Orianę Fallaci
Nie dała się zabić talibom, którzy jej grozili śmiercią. Poddała się jednak rakowi piersi, który ostatecznie uderzył w nią 15 września 2006 roku.

Żarliwie kocham życie, rozumie mnie Pani? Jestem absolutnie pewna, że Życie jest piękne, nawet kiedy jest straszne, że narodziny to cud nad cudami, że życie jest najpiękniejszym z darów. Nawet jeśli to dar bardzo trudny, bardzo uciążliwy. Czasami bolesny. I z taką samą żarliwością nienawidzę Śmierci. Nienawidzę jej bardziej niż mogłabym nienawidzić człowieka, a wobec tych, którzy otaczają ją kultem, żywię bezbrzeżną pogardę. Również dlatego mam tak bardzo na pieńku z naszymi wrogami. Z obcinaczami głów, z kamikadze, z ich entuzjastami. Prawdą jest, że choć znam ją dobrze, nie rozumiem Śmierci. Rozumiem tylko, że jest to część Życia i że bez tego marnotrawstwa, za jakie uważam Śmierć, Życie by nie istniało.
…
Tagged as Fabrizio Quattrocchi, Kim Sun, Nick Berg, Oriana Fallaci, Paul Johnson, Piotr Stańczak, Silvio Berlusconi, Tehrik-e-Taliban + Categorized as Tłocznia, Słowo pisane

o, ta próba wyobrażenia sobie 1mln muzułmanów w PL dosyć wymowna.
duża szkoda,że od 15.09.2006 już się nic więcej nowego nie dowiemy od O.Fallaci..
“Co więc tak naprawdę stoi na przeszkodzie realizacji tego projektu? Troska o religijne uczucia muzułmanów? A może przeciwnie – uprzedzenia wobec nich?”