Eve Ensler i “Dobre ciało”, czyli o kobietach
Jakiś czas temu wpadła mi do ręki książka Eve Ensler “Dobre ciało”. O Ensler nie wiedziałem wcześniej za wiele, poza tym, że jest kobietą kontrowersyjną i aktywną feministką. Po lekturze “Dobrego ciała” zrozumiałem również, że jest kobietą walczącą o coś głębszego, niż tylko kilka feministycznych haseł.

Nie trudno się zorientować, że współcześnie ludzie są postrzegani przez pryzmat swoich ciał. Jesteśmy cywilizacją obrazkową, która ma filmy, okładki gazet, billboardy. Obecnie naszą tożsamość wyraża ciało, które w wielu przypadkach staje się podstawowym kryterium oceny ludzi. Co jednak istotne pojęcia piękna, szczupłości czy młodości dotyczą bardziej kobiet niż mężczyzn. Ensler to zauważyła. Zauważyła też, do czego kobiety są zdolne, żeby tym narzucanym przez innych wymaganiom sprostać.
W Teheranie kobiety łamią sobie i modelują nosy, żeby poczuć się „europejsko”. W Pekinie – łamią sobie z kolei nogi i wydłużają kości, bo chcą być wyższe. W Dallas – po operacjach plastycznych mogą włożyć stopy w zabójcze buty Manolo Blahnika albo Jimmy’ego Choo. Nieważne, w jakiej części świata się znajdę, wszędzie spotkam kobietę, która nie cierpi jakiejś części swojego ciała. [E. Ensler, Dobre ciało, str. 19.]
A Europejki mają operacje plastyczne czy nieustanne kuracje odchudzające, które mają sprawić, że we własnych oczach staną się bardziej akceptowalne, piękniejsze i tak atrakcyjne, jak być powinny. W efekcie są to kobiety niezadowolone, mające poczucie winy i własnej niedoskonałości, które potrafi odciąć je od świata zewnętrznego i całą uwagę skierować tylko i wyłącznie na swoim ciele. Na tym, jak bardzo dalekie jest ono od doskonałości.
Kiedy skończyłam siedemnaście lat, mój lekarz zagroził, że pozwie mnie do sądu za znęcanie się nad własnym ciałem. [E. Ensler, str. 111.]
Trudno mi jako mężczyźnie ocenić to, jak szerokie jest to zjawisko i jak bardzo potrafi wpłynąć na kobiety. Widzę jednak reklamy, okładki czasopism. Oglądam filmy i serfuję po Internecie napotykając się na kolejne przykłady tego, jak bardzo potrafimy postrzegać innych przez pryzmat ich zewnętrzności. Wyglądu, który ma być możliwie najbliższy ideału.
Blond lala, wypompowana prosto z wydawniczej machiny luksusowych magazynów, wstrzyknięta w krwiobieg naszej kultury i neuroz. Powielona na każdej okładce. Wyssałam jej obraz z mlekiem matki i nawet nie wiem, że jestem zainfekowana. Chcę tylko być taka jak ona. Chcę być Barbie. [E. Ensler, Dobre ciało, str. 22-23.]
Myśląc o świecie pokazów mody, aktorek na jeden sezon czy świecie muzyki trudno nie oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z czymś silnym i czymś, czego w żaden sposób nie da się powstrzymać. A to przekłada się na życie zwyczajnych kobiet (i mówiąc zwyczajne mam na myśli te, które mijamy na co dzień na ulicach).
I to wszystko dlatego, że Miss Indii została Miss Universum, a ta z kolei Miss Świata. Teraz wszystkie dziewczyny marzą o tym, aby być Miss Chudziną Indii. Słyszałam, że kiedy Miss Indii zdobyła tytuł Miss Świata, była bardzo, bardzo głodna. [E. Ensler, str. 95.]
Tematy feministyczne z reguły nie interesują mężczyzn, którym patriarchalny system rodziny odpowiada przede wszystkim ze względu na tradycję, wychowanie i lenistwo. Zmieniać relacje tego typu jest wyjątkowo ciężko, a sam proces rozkłada się na kilka pokoleń. Jednak pokazywanie “drugiej strony piękna”, uświadamianie procesów, które nakłaniają niektóre z kobiet do samookaleczania i znęcania się nad swoim ciałem jest bardzo ważne.
Dwukrotnie podczas seksu, językiem i palcami, odkrył miejsca, które należało poprawić. [E. Ensler, Dobre ciało, str. 52.]
Im wcześniej na nie zwrócimy uwagę, tym łatwiej będzie nam spojrzeć na te kwestie z innej perspektywy i zrozumieć to, co za tym wszystkim się kryje.
Popularny amerykański chirurg plastyczny, dr George Weston, apeluje: – Zastanów się, co się bardziej opłaca: wydawanie fortuny na psychologa, który latami będzie cię leczył z depresji i kompleksów niższości, czy pozbycie się kłopotu w godzinę? Pamiętaj, życie jest krótkie, zdąż się nim nacieszyć. […]Piękna twarz i zgrabne ciało to gwarancja znalezienia lepszego partnera i szansa na awans. To także większe zarobki, bo jak wynika z głośnych badań Daniela Hamermesha i Jeffa Biddla, przeprowadzonych w 1993 roku, osoby uznawane za ładne zarabiają od 5 do 10 proc. więcej od tych przeciętnych. [E. Ensler, Dobre ciało, str. 12.]
Kończąc powiem tylko, że nie jestem zwolennikiem tak feminizmu, jak i maskulinizmu, bo każda z tych stron “patrzy” na temat tylko i wyłącznie ze swojego punktu widzenia. Książka Ensler jest jednak o tyle ciekawa, że żongluje “przypadkami ciężkimi” i stara się szokiem zwrócić uwagę na pewne problemy, a na jej fragmenty trafiłem przypadkiem – podczas wykonywania korekty pewnej publikacji.
Trudno w tym nie wyczuć feministycznego zapału, ale i można w tym odnaleźć garść ciekawych spostrzeżeń na świat widziany oczami kobiet, które silnie czują konieczność upiększania i ulepszania swojego ciała. Które przez większość życia myślą o dietach i które nie często lubią patrzeć w lustro, bo widzą w nim tylko to, co wymaga poprawy i nie jest idealne.
Znasz chociaż jedną kobietę, która w ten właśnie sposób się zachowuje? Po lekturze “Dobrego ciała” możesz bardziej zrozumieć to, co się dzieje w jej głowie.
Tagged as Eve Ensler, feminizm, kobiece ciało + Categorized as Tłocznia, Słowo pisane

Dobry art. Chyba przeczytam tę książkę. Nie dlatego, że jestem feministką (bo NIE jestem), ale ze względu na te ciężkie przypadki, bo ich wzrastająco coraz więcej. I w końcu – każda kobieta miewa przed lustrem momenty depresyjne, nawet wtedy gdy ma kochającego partnera i nie daje po sobie poznać kompleksów.
ilekroć czytam coś o kobietach i o zjawisku zatracania siebie na rzecz wykreowanych nieistniejących ideałów ciała, przypomina mi się piosenka Maria Peszek – Kobiety pistolety
‘z samych z siebie odessane’, tak kwituje te zjawisko. Każdy ma jakieś kompleksy ciała, każdy ma też prawo wyboru, chodzi o to jak kto to uzasadnia.
Witaj, przyznam, że przeczytałam Twój tekst z przyjemnością – bardzo zgrabnie napisany. Mnie irytuje podejście niektórych kobiet do feminizmu, jakby to było coś strasznego, a feminizm, pomimo swoich wad, występujących głównie w skrajnych jego odłamach, jest nurtem jak najbardziej sensownym. Nie ma on jednak szans uświadomić kobiety, że są piękne. Lustra nie kłamią, a w drodze do ideału, kobieta jest w stanie całkowicie siebie zniszczyć. Obrazki w magazynach to nic realnego, niby się to wie, ale nie wpływa to na sposób ich percepcji. Pozdrawiam.
Moim zdaniem nie jest do końca prawdą, że kompleksy ciała, to głównie domena kobiet. Mężczyzna równie często nienawidzi się za swoje niedostatki. Różni się jedynie sposób zatuszowania problemów – kobieta idzie się odessać, mężczyzna otacza się przedmiotami i szuka potwierdzenia swojej męskości przez łóżko(to stereotyp, od którego oczywiście jest wiele odstępstw). Operacje, drogie gadżety, czy panienki to tylko półśrodki nie leczące przyczyny problemu, a jedynie tuszujące skutki. Kobieta robiąc sobie nowy nos i tak po jakimś czasie zechce mieć np. większy biust i nie jest to z reguły spowodowane wadami poprawianych narządów, a tym, że dana kobieta nie jest w stanie siebie zaakceptować. Tak jak napisałeś ‘jesteśmy cywilizacją obrazkową, która ma filmy, okładki gazet, billboardy’ i nie oszukujmy się, niewiele osób jest na tyle silnych, by iść z podniesioną głową mimo, że nie są idealne. W końcu, żeby tak się stało trzeba przestawić swoje myślenie na mniej stereotypowe i sprzeciwić się ogólnie przyjętym normom.
Generalnie: jestem przeciwko operacjom plastycznym, sama bym sobie nie zrobiła, ale jeśli ktoś nie potrafi inaczej, to nie można mu tego zakazać… Popieram operacje plastyczne w uzasadnionych przypadkach np.: choroby, wady wrodzone, wypadki.
Wybrałeś bardzo rozległy i interesujący temat na artykuł, a sądząc po przytoczonych fragmentach książka również zapowiada się obiecująco. Bardzo przyjemnie się czytało, tym bardziej, że nie narzucasz własnego zdania i pozostawiasz czytelnikowi miejsce na refleksję.
Pozdrawiam :)
Ciężko osiągnąć obiektywizm, dlatego ogromnie Ci dziękuję za komplement. Co do książki – specyficzna, ale czyta się ciekawie U mnie kolejny target to “Efekt Lucyfera”. Będzie ciekawie na blogu ;)