Bawełniana twierdza w Pamukkale
Pierwszy post o tureckich wakacjach będzie o tym, co zachwyciło najbardziej – o Pamukkale i wapiennych tarasach, które tam się znajdują. Z głębi góry Cökelez wypływa (pełna wapnia i dwutlenku węgla) woda, która na jej powierzchni zmienia się w węglan wapnia. Co z tego wychodzi? Właśnie wapienne tarasy – jeden z wielu obiektów światowego dziedzictwa UNESCO, ale do spotkania tylko tutaj, w Pamukkale.

Wapienne tarasy są położone na na linii pęknięcia skorupy ziemskiej. Stąd właśnie biorą się wody termalne, które bogate w wapń wypływają na powierzchnię i zmieniają się w przepiękne dla oka białe skały.

Od wapiennych tarasów wzięła się nazwa Pamukkale, która oznacza bawełnianą twierdzę. Obecnie można ją zwiedzać tylko częściowo (wcześniej pobliskie hotele przyczyniały się do wysychania wód termalnych – obecnie wapienne tarasy są bardziej chronione i tylko częściowo dostępne). I tylko boso, co jest niezłą formą naturalnego masażu dla stóp.


Pamukkale robią wrażenie – największe podobno podczas zachodu słońca, kiedy białe, wapienne skały nabierają zupełnie innych kolorów – wielu odcieni czerwieni. Ja miałem okazję je podziwiać tylko w dzień, ale to i tak niesamowite przeżycie.





Pamukkale to największa atrakcja mojego pobytu w Turcji. Coś, co zapamiętam na równi z rajską plażą w Elafonisos na Krecie. To coś, czego zobaczenie na zawsze karbuje się w pamięci.




Podróż do Pamukkale to nie nie tylko wapienne tarasy. To także połozone w pobliżu Hierapolis – ruiny starożytnego miasta na zboczu góry Cökelez, które zachowało się wyjątkowo dobrze. Ale o tym w następnym poście.
Tagged as Hierapolis, Pamukkale, Turcja, wakacje, wapienne tarasy + Categorized as Migawki, Turcja

Cudowne zdjęcia (: to miejsce dołączam obowiązkowo do listy atrakcji, które pragnę bezwzględnie zwiedzić przed śmiercią.
Pamiętam, jak dawno temu zobaczyłem zdjęcie Pamukkale w świetle zachodzącego słońca w kalendarzu NG. Coś rewelacyjnego! Gratuluję i zazdroszczę ;)
no widzisz, a mnie tam pamukkale samo w sobie nie zachwyciło. dobrze, że poznałem kolezków miejscowych, w nocy pojechaliśmy z winem na jakąś górę, gdzie były wejścia do jaskiń z gorącą wodą. wchodziło się przez metalowe włazy, jak do kanałów, zajebista sprawa…
zdrowia.
Podobny, chyba pewnie sporo mniejszy, twór rośnie na Węgrzech, w miejscowości Egerszalok, 8 km od Egeru, gdzie zresztą nie kto inny jak Turcy pozostawili po sobie minaret.
Byłem tam kilka lat temu i w tym roku również zajrzałem. Niestety, wygląda na to, że Węgrzy idą tureckim tropem – oddali to miejsce niemal zupełnie we władanie deweloperów – rosną hotele, kąpieliska, parkingi, a mineralna góra w tym wszystkim coraz mniejsza, coraz bardziej ujarzmiona i przez to – mniej niesamowita.