Sia – Lady Croissant [chillout, female vocalist, indie]
Dwa i pół roku trwało, aż przypadkiem natknąłem się na płytę “Lady Croissant”, żeby przez kilka dni słuchać jej co najmniej dwa razy dziennie i uznać za najlepszy, spóźniony prezent na imieniny, który niebawem sobie sprawię. I o dziwo mówię o płycie “Live”. O dziwo, bo atmosfera na niej jest tak wyjątkowa, że nie zamieniłbym jej na żadnego studyjnego longplaya.

Sii słucha się przyjemnie. Płytę otwiera studyjny “Pictures”, ale zaraz za nim czai się koncertowy “Don’t Bring Me Down”, który wprowadza nas w spójną całość. Całość (co trzeba dodać) stanowiącą wspaniały popis umiejętności wokalnych Sii, która krąży między dźwiękami spokojnymi a jazzowo/soulowymi wycieczkami.
Płyta świetna jakościowo jeśli chodzi o brzmienie, a spokojna publiczność w tle sprawia, że czujemy się jak w ciemnym klubie, gdzie publiczność słucha występu gwiazdy wieczoru, popija wino i kawę i zaciąga się masowo nikotyną.

Jak dla mnie płyta nie ma słabych stron. I co z tego, że najbardziej w chwili obecnej uwielbiam ten moment koncertu, kiedy z rewelacyjnego “I go sleep” (cover The Kinks) Sia przechodzi w (znane podobno z “Sześciu stóp pod ziemią”, którego nie oglądam) “Breathe me”. Płytę słucham od początku do końca, by po dwóch, trzech odsłuchaniach wrócić do cudownego “I go sleep”.
I jeszcze jedno się nie zmienia podczas kolejnych odsłuchań “Lady Croissant”. Za każdym razem słysząc na niej “Breathe me” pamiętam, że to przedostatni utwór i bisów nie będzie – tylko ostatni, rewelacyjny “Distractions” (który kiedyś nagrała z Zero 7).
Słuchając, czuje się jak na jednym z najlepszych koncertów, który nie chcę, żeby się skończył…
Tagged as chillout, female vocalist, indie, Live, Sia + Categorized as Mjuzzz, Polecam
