Marsel

Ścieżki kręte, jak zawsze. Jest dobrze…

Avatar

Tak, skusiłem się i poszedłem. Głównie z ciekawości, jakież to niesamowite efekty 3D pochłonęły tyle milionów dolców. Bo sama technika 3D jest niezwykle ciekawa i za kilka lat zacznie walczyć o miano kinowego standardu. Co jednak mogę powiedzieć po projekcji “Avatara” w poznańskim Cinema City? Dwa potężne minusy i jeden plus dla filmu, który Cameronowi zajął podobno 10 lat życia.

I ten okres dziesięciu lat, jakie zostały poświęcone “Avatarowi”, był wymieniany jako atut wielkiego widowiska w stylu 3D. Po obejrzeniu “Avatara” uważam, że to powinien być nie atut, lecz zarzut dla filmu, który zmaga się z jedną najnowszych i najbardziej ciekawych technik tworzenia obrazu. Dziesięć lat w tym przypadku to przepaść – prehistoria, która wyłania się we współczesnym nam czasie i chce pokazać coś rewolucyjnego. A rewolucji tu nie było.

I to pierwszy z potężnych minusów dla “Avatara”. Może i film był składną konstrukcją rzeczywistego obrazu, wplecionego w trójwymiarową animację, jednak nie ma tu “prawdziwej” głębi 3D, którą na dzień dzisiejszy może nam zaserwować choćby (tendencyjny w fabule) “Oszukać przeznaczenie IV”. To, co można uznać za atut filmu Camerona, jednocześnie jest jego potężnym mankamentem. Spójny i świetnie przedstawiony świat animacji, w której realni aktorzy nie są doklejoną jego częścią, to spore osiągnięcie. Jednak to tylko animacja 3D na poziomie, którym moglibyśmy się zachwycić kilka lat temu. Dzisiaj widzowie są już o wiele bardziej wymagający.

Wspomniałem o doskonałym świecie animacji, który został mistrzowsko połączony z rzeczywistymi aktorami. To największy plus “Avatara”, który tym właśnie potrafi nas zachwycić. Tym, co u Camerona jest nieodzownym elementem jego filmów – płynność opowiadanej obrazem historii. To też widzimy w przypadku fabuły.

A jeśli już jesteśmy przy temacie fabuły – to drugi, potężny minus “Avatara”. Historia opowiedziana w tym filmie jest tendencyjna, przewidywalna i pełna utartych schematów. Równie dobrze “Avatar” mógłby opowiadać o europejskiej kolonizacji Ameryki w XV wieku. Nie mielibyśmy co prawda obcego gatunku, który wygląda, jak skrzyżowanie przerośniętych ludzi z kotami i futurystycznej techniki, jednak sama opowieść mogłaby wyglądać podobnie. Najeźdźcy, którzy siłą chcą zagarnąć naturalne bogactwo nowo odkrytego terenu i przy okazji przepędzić “tubylców”, którzy są zżyci z naturą. Tu także mielibyśmy heroiczną walkę tych drugich oraz stronniczą narrację reżyserską, która właśnie w tubylcach upatruje bohaterów, a w najeźdźcach zło, zniszczenie i brak ludzkich uczuć.

Gdybym miał 10 lat i obejrzałbym “Avatar” – ta banalna historia mogłaby mnie ponieść, uwodząc doskonałą animacją i opowieścią, która dzieje się w świecie wcześniej mi nieznanym. Jednak jeśli mówimy o filmie, który ma zachwycić doświadczonego i wybrednego widza – ten film to duże (3 godziny), piękne pudełko, w którym nie znajdziemy równie zachwycającej zawartości, a jedynie zawód, zmęczenie, schematy i tendencyjność.

A nie tego powinniśmy się spodziewać po produkcji, która pochłonęła 400 mln dolarów i była zapowiadana jako najlepszy film w historii kina.


Tagged as , , , , , + Categorized as Kinematograf, Kinematograf, Raczej strata czasu


Allegro - największe aukcje internetowe, najniższe ceny! Kup i sprzedaj!


Komentarzy 9

  1. dagrosso chciał(a) powiedzieć, że:

    dlatego poszedłem na ten film bez oczekiwań, napinania się i takich tam, pewnie dlatego podobał mi się, poczułem się trochę jak dziecko, przypomnij sobie te wszystkie interaktywne rośliny, to było mega fajne, przyjemne przeżycie estetyczne!

  2. Marsel chciał(a) powiedzieć, że:

    Ale ja temu nie przeczę – świat Pandory był niesamowity. Jednak dla mnie to za mało. Wiesz, przy takich fabułach mam wrażenie, że reżyser, scenarzysta i producenci celowo ogłupiają historię zakładając, że wtedy więcej osób ją zrozumie. Mnie to drażni, bo w przypadku fabuły opieranie się na oczywistych schematach sprawia, że sporo wiary woli ściągać torrenty niż chodzić do kina – nie chce po prostu tracić czasu i ryzykować ceny biletu.

    A Avatar? – warto zobaczyć z dzieckiem, z ciekawości, etc. Drugi raz obejrzenia tego filmu bym nie przeżył.

  3. m010ch chciał(a) powiedzieć, że:

    lol – nie wierzę, że ktoś mógł odebrać ten film tak nijako. Moim skromnym zdaniem Avatar to arcydzieło sztuki filmowej i coś, czego kino nie widziało od czasu wprowadzenia do niego dźwięku. Efekty 3D w FD3 lepsze? Brak rewolucji? OMG! Nie będę tego może nawet komentował co by nie powtarzać za tymi, którzy ujęli to lepiej, więc odeślę może tylko do dwóch wpisów na jednym bardzo fajnym blogu:

    http://film-fx.blogspot.com/2009/12/dlaczego-czowiek-ma-pare-oczu-gdy.html
    http://film-fx.blogspot.com/2009/12/recenzja-avatar-powinni-tego-zabronic.html

    Fabuła jest oczywiście przewidywalna, ale sorry – Cameron nigdy nie robił kina z poczwórnym dnem. Historia wciąga, aktorzy grają świetnie, a wartka akcja nie pozwala na złapanie chwili oddechu – nie wspominając nawet o najbardziej epickim zakończeniem jakie kiedykolwiek widziałem. Film wgniata w ziemię jak nic przed nim – chciałoby się, żeby nigdy się nie skończył, co się niestety dzieje się zbyt szybko :/ (IMHO to jedyny minus filmu – czekam na wersję reżyserską). Avatar to coś, co odmieniło moje spojrzenie na kino – nigdy wcześniej nikt nie zrobił tego w taki sposób, Cameronowi należy się wieczna cześć i chwała, bo nawet słowo ‘rewolucja’ w tym przypadku to określenie zbyt banalne.

    Widzisz Marsel – można zachwycać się bajką, nie będąc przy tym dzieckiem :>

  4. Marsel chciał(a) powiedzieć, że:

    m010ch, a jednak można nie być zadowolonym z Avatara ;) Za linki bardzo dziękuję – z zainteresowaniem sobie poczytałem te posty. Wiesz, może się czepiam, a może po prostu lubię reżyserów-łobuziaków, którzy nie pozwolą sobie na banalną historyjkę, poobklejaną schematami i stereotypami.

    Co do określenia “arcydzieło sztuki filmowej” to byłbym ostrożny. Czy fabuła ma dla Ciebie aż tak niskie znaczenie w porównaniu z warstwą wizualną? Ten film może jest wizualnie genialny, ale dla samego Camerona wielopłaszczyznowość jest tak samo dostępna, jak dla Majki Jeżowskiej. Sam z resztą to przyznajesz. I za szybkie zakończenie? Te epickie 3 godziny zmęczyły nie tylko mnie.

    Ok, ja się przyznaję do jednego. CGI wypada rewolucyjnie na tle dotychczasowego kina 3D i prawdopodobnie przeciera nowe szlaki. Inna sprawa, że otwiera również dyskusję na temat tego, jak “powinno” wyglądać docelowo kino 3D i mam tu na myśli nie jakąś ściśle określoną formę, a koryto rzeki, którym popłyną inni reżyserowie.

    Za linki dziękowałem, bo mam nowy temat do przemyślenia. Czy kino 3D ma imitować realizm rzeczywistości, czy ma być pełne sztuczek, tricków? Podejrzewam, że odpowiedź znajdzie się gdzieś po środku między jednym a drugim biegunem.

    Podsumowując. Słyszałem o wypowiedzi pewnego nastolatka, który po obejrzeniu Avatara w IMAXie stwierdził, że to pierwszy film, który obejrzał w kinie i w przypadku którego chciało mu się czytać napisy do samego końca. Nie dyskutuję, czy po takim stwierdzeniu ręce powinny składać się do oklasków czy do okazania załamania. Niech to będzie kolejny element tej dyskusji.

    Dobrze dla rozwoju kina 3D, że Avatar powstał (pewnie nikt inny poza Cameronem by się tego nie podjął), ale ja czekam na pierwszy kawałek mistrzowskiego kina w tej technice, bo fabularnie nie mieliśmy do tej pory niczego wielkiego w tym temacie.

    I dobrze, że mamy różne zdania. Gdybyśmy myśleli podobne – świat byłby nudny, a Avatar dostałby 1500 Oskarów ;)

  5. m010ch chciał(a) powiedzieć, że:

    > Czy fabuła ma dla Ciebie aż tak niskie znaczenie w porównaniu z warstwą wizualną?

    Odpowiem pytaniem na pytanie – czy Ciebie zawsze interesuje tylko fabuła, a resztę traktujesz jako dodatek? Są różne kina – od amerykańskich blockbusterów, po hiszpańskie “ambitne” niskobudżetówki, czy Ty naprawdę od każdego filmu wymagasz przekazu targającego Twoim jestestwem? Historia ma zawsze znaczenie – jasne – ale czasami brak jej oryginalności jest plusem, bo nie przytłacza samą sobą, ale lekko daje się prowadzić nie ustępując miejsca innym składnikom składającym się na magię filmu. W przypadku Avatara wyszło to cudownie, ale np. już w przypadku takiego 2012 – bardzo słabo (tu masz przykład przerostu efektów nad historią). Ale to może ja jestem dziwny – uwielbiam trylogię Matriksa, świetnie bawię się na Transformersach, ekranizację Władcy Pierścieni znam na pamięć w wersjach reżyserskich, a każda ekranizacja komiksu to dla mnie must-see :>

    > dla samego Camerona wielopłaszczyznowość jest tak samo dostępna, jak dla Majki Jeżowskiej. Sam z resztą to przyznajesz.

    Jasne – z tym, że różnica między nami jest taka, że ja traktuje to jako zaletę, Ty jako wadę.

    > I za szybkie zakończenie? Te epickie 3 godziny zmęczyły nie tylko mnie.

    A dla mnie i sporej liczby osób to była chwila – gdyby Avatar trwał z 6h może zacząłbym się nudzić, chociaż to też wątpliwe. Czekam, aż film wyjdzie na BR – to mój must-have zakup na ten rok. Oby też Cameron poszedł za ciosem i zrobił trylogię (są ploty, że to całkiem realne), bo ta historia i ten świat ma szansę być tym czym były (i są) Gwiezdne Wojny – historią ponadczasową, może i banalną, może i prostą, ale nie pozwalającą oderwać się od ekranu tym którzy “kupili” ten świat. Ja go kupiłem i zajebiście się z tego cieszę :>

  6. m010ch chciał(a) powiedzieć, że:

    > Oby też Cameron poszedł za ciosem i zrobił trylogię (są ploty, że to całkiem realne)

    No i mamy potwierdzenie plot: http://wiadomosci.fdb.pl/11151-cameron-oficjalnie-potwierdza-avatara-2 :-)

  7. Marsel chciał(a) powiedzieć, że:
  8. eni chciał(a) powiedzieć, że:

    Poszłam na film z pewnym konkretnym nastawieniem i rozczarowałam się… bo dobrze się bawiłam. Fabuła owszem, jest przewidywalna do bólu, ale nie oczekiwałam, że tan film poruszy głębiny mojego jestestwa. Byłam na pięknej bajce i w tym filmie chyba o to właśnie chodzi.
    Oczywiście rozumiem, że liczyłeś na coś więcej – w końcu miało to być arcydzieło, a bez wątpienia nim nie jest. Jest za to kawałkiem dobrze zrobionego kina rozrywkowego.

Trackbacki & Pingi

  1. Avatar i syndrom AC « Wszystko o twojej starej, czyli bękarty postmodernizmu

    [...] niekoniecznie. Marsel też był na Avatarze i zżyma się na schematyczność opowiadanej tam historii. To ja sobie skorzystam z okazji i [...]

Zostaw komentarz

Formatowanie tekstu XHTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

 

You need to log in to vote

The blog owner requires users to be logged in to be able to vote for this post.

Alternatively, if you do not have an account yet you can create one here.

Powered by Vote It Up