Amator Krzysztofa Kieślowskiego
Kieślowskiego uwielbiam od dziecka. To jego filmy pamiętałem najdłużej – do dzisiaj. Czasami jednak przychodzi moment, kiedy czujesz potrzebę odgrzebania starych, filmowych wspomnień. Tak się stało w przypadku “Amatora”, który zobaczyłem nowymi oczami – z innej perspektywy, z innej sytuacji życiowej.
Komunizm pamiętam szczątkowo. Był, kiedy byłem dzieckiem. Upadł, kiedy również dzieckiem byłem. Minęły lata, zanim zrozumiałem dokładnie, co to wszystko, co wcześniej miało miejsce, tak naprawdę znaczyło. W tych czasach rozgrywa się “Amator”.
Kieślowski miał wielkie wyczucie do ukazywania filmów do szpiku kości bliskich rzeczywistości. Zawsze mi się to kojarzyło z kinem surowo europejskim – dobrym, z konceptem i cholernie przyczepionym do skóry. Do osobowości ludzkiej, która gdzieś się wydarza, która przeżywa na swój sposób kwestie uniwersalne. I która gubi się w tym wszystkim, ucząc się krok po kroku – czasami bardzo boleśnie.
W “Amatorze” mamy młodego Jerzego Stuhra, który genialnie odgrywa rolę Filipa Mosza. Młody człowiek, który ma żonę i spodziewa się dziecka. I postanawia kupić kamerę, żeby uwiecznić swojego potomka. On właśnie nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo kamera pochłonie jego uwagę. Zaczyna kręcić coraz więcej, aż w końcu interesuje dyrektora swojego zakładu, który w Moszu widzi możliwość wypromowania zakładu pracy w otaczającej ich, komunistycznej rzeczywistości.
Jednak Filip nie jest stworzony do robienia filmów propagandowych. Kręcenie rzeczywistości daje mu trzecie oko, dzięki któremu zauważa więcej – to, co boli, jak jest ciężko, jak wygląda rzeczywistość poza komunistyczną propagandą. Tym samym Filip Mosz staje się reżyserem autorskim, który chce przejść “sprawdzian” bycia cichym komentatorem. Oczywiście w tym kontekście Filip już nie jest zwykłym pracownikiem, który rejestruje dorastanie swojej córki. Staje po drugiej stronie. Obserwuje ludzi i ich życie oraz opowiada je w sposób niemy – pokazując na taśmie filmowej i bez żadnego swojego komentarza.
Przejście na drugą stronę musi pociągnąć za sobą konsekwencje. Z jednej strony mamy żonę Filipa, która chce życiowego spokoju, uwagi i spokojnego wychowywania swojego dziecka. Z drugiej mamy Filipa, który zaczyna widzieć świat w szarych barwach – dostrzegając ludzi w zupełnie inny sposób, niż kiedykolwiek.
“Straszny rozpęd wziąłeś” – słyszy Filip, który poznaje przy okazji historię trzydziestoletniego mężczyzny, który nagle zaczął wierzyć w Boga i zostaje księdzem. Filip zaczyna rozumieć, że oddał się filmowaniu, które traktuje intuicyjnie. Którego do końca nie rozumie, ale które wykonuje z ogromnym wyczuciem i intuicją. Tak, że skupia wokół siebie osoby, wierzące w jego “wielkość”.
Osiąga sporo jako amatorski filmowiec. I jednocześnie traci swoje poprzednie życie – żonę i dziecko. Zyskuje jednak przy tym świadomość tego, że jako reżyser ma dwa wyjścia – z jednej strony może się poddać oportunizmowi, z drugiej może pokazywać prawdę zgorzkniałą, tak smutną, że aż przezroczyście piękną. Wybiera to drugie i wie, że przekroczenie pewnej granicy zabrało mu poprzednie życie. Co jest bardziej wartościowe? To pytanie, które pozostaje bez odpowiedzi.
Wymowna jest jednak scena ostatnia, w której Filip, siedząc w pustym mieszkaniu, chwyta za swoją kamerę i zaczyna utrwalać swoją odpowiedź. To moment, w którym zrozumiał, że stał się smutnym bohaterem swoich filmów. Tylko tak może opowiedzieć swoją historię, bo stojąc po drugiej stronie jest samotnym obserwatorem, który w coraz mniejszym stopniu pasuje do zwyczajnego, spokojnego życia…
To oczywiście nie jest ostatni film Kieślowskiego, który pojawi się na moim blogu. Tej zimy dobre, stare, polskie kino zyskuje dodatkową wartość i przerzuca myśli ze zmęczenia na poziom głębokiego przeżywania. Takiego, które Kieślowskiemu udało się wytwarzać w swoich filmach.
Kiedy zrozumiałem, że “Amator” się kończy, było mi smutno, bo wiedziałem, że po raz pierwszy brakuje mi Kieślowskiego jako człowieka, nie tylko jako reżysera świetnych filmów. Takich ludzi , jak on, nasze polskie kino potrzebuje bardziej, niż się komukolwiek wydaje.
Tagged as Kieślowski, polskie kino, Stuhr + Categorized as Kinematograf, Polecam





